niedziela, 4 września 2016

Rozdział 16

          Blaise Zabini wyglądał fatalnie. Hermiona nie zauważyła tego na korytarzu, ale stojąc twarzą w twarz ze Ślizgonem mogła bez trudu zauważyć wszelkie mankamenty. Usta miał niepokojąco sine i suche, oczy przygasłe, a kości policzkowe bardziej niż zazwyczaj, wyeksponowane i widoczne. Dziwiła się, że w ogóle się do niej odezwał. Nigdy nie było między nimi utarczek, ale nie pałali do siebie miłością. Może to dlatego, że byli z różnych domów, a może dlatego, że ona była szlamą, a on czystokrwistym czarodziejem. Odsunęła na bok myśli i skupiła się na Zabinim.
– O co chodzi? – spytała obojętnym głosem, jednak gdzieś z tyłu głowy wciąż pamiętała o lekcji historii, na której musi się pojawić.
– Malfoy – przyciszył nieco głos, by przechodzące obok uczennice nie dosłyszały ich rozmowy.- Wpakował się w niezłe bagno. Ściślej mówiąc jest ranny, i cholera, Granger ja nie mam pojęcia co robić - przyznał łamiącym głosem.
          Szatynka otworzyła szerzej oczy, ale nic więcej nie powiedziała. Pozwoliła, by Ślizgon zaprowadził ją do swojego przyjaciela. W głowie rozstrzygała różne scenariusze. Gorączkowo mijali Ślizgonów, którzy wychodzili powoli ze swoich dormitoriów. Niektórzy posyłali Hermionie nienawistne spojrzenia, jednak nie wydarzyło się nic poza tym. Czarnoskóry otworzył jej drzwi do ich sypialni. Wszystkie łóżka były pościelone. Zdawało się jej, że Zabini nikogo nie wpuścił do góry dzisiejszej nocy. Po środku stało łóżko Malfoya. Granger podeszła do niego szybko, rozsuwając baldachim. To co zobaczyła, przeraziło ją. Wydała cichy okrzyk, zakrywając usta dłonią. Draco leżał na łóżku. Oczy miał zamknięte, a oddech płytki. Wokół było mnóstwo plam krwi. Cała jego twarz była pokryta ranami i siniakami. Wyglądał jakby stoczył w nocy pojedynek na noże. Dziewczyna usiadła i zaczęła badać jego rany. Nie miała wielkiego doświadczenia, ale jeżeli Blaise chciał ukryć stan swojego przyjaciela, nie mógł lepiej trafić. Nakazała mu przygotować miskę z ciepłą wodą i ręczniki. Chciała najpierw oczyścić rany Malfoya, a dopiero później spróbować go wybudzić i podać eliksir. Domyślała się, że może nie skończyć się na jednym.
          Zabiegi, które wykonywała Hermiona, zbudziły blondyna. Nie miał on jednak siły, by otworzyć oczy i tylko mruknął coś niezrozumiałego. Gryfonka uciszyła go i delikatnie rozszerzyła mu usta, by wlać ciemnozieloną ciecz. Cała trójka miała szczęście, że udało się ukraść eliksir z gabinetu pani Pomfrey. Do tej pory szatynka nie bardzo wiedziała jakim cudem Zabini podołał temu zadaniu. Może mimo swojego okropnego samopoczucia i wątpliwej urody tego ranka, posiadał urok osobisty. Malfoy skrzywił się, pogłębiając tylko rany. Syknął z bólu. Gdyby miał więcej siły zapewne przekląłby Granger i Zabiniego. Jego wygląd poprawił się nieco, jednak wciąż widać było, że jest z nim kiepsko.
– Co takiego się wydarzyło w nocy? – spytała w końcu, kiedy Zabini przyniósł jej sok.
– Też chciałbym wiedzieć – przyznał, obracając w palcach jabłko.
– Nie masz pojęcia gdzie był i co robił twój przyjaciel? – Słychać było w jej głosie irytacje i niedowierzanie.
          Ciche westchnięcie Blaise świadczyło o tym, że wie więcej niż mówi. Oparł się nonszalancko o łóżko i spojrzał na Gryfonkę. W jego oczach widać było, że nie jest zadowolony z obrotu sytuacji. Wyznawał zasadę, że im mniej inni wiedzą o nim i Malfoyu tym lepiej.
– Spotkał się wczoraj z mężczyzną, który wysłał mu list z pogróżkami – powiedział, rzucając jej krwistoczerwoną kopertę.
          Poza wyjątkowym kolorem, nie było w niej nic nie zwykłego. Hermiona wyjęła list i zaczęła go czytać, a na jej twarzy pojawiało się coraz większe zdziwienie. Kiedy skończyła położyła dłoń na kolanach i przez chwilę przyglądała się podłodze.
– Jak on mógł być tak głupi? – spytała w końcu, rzucając oskarżające spojrzenie w kierunku Malfoya.
– Nie wiem – przyznał.– Powiedziałem mu, żeby tego nie robił, ale on zawsze postępuje tak jak chce – spojrzał znacząco na Hermionę, jednak ta nie wiedziała jak ma to rozumieć.– Wczoraj zostałem w zamku. Miałem kilka spraw do załatwienia – zamilkł na chwilę, by zaraz zacząć z dziwną energią.– A on poszedł do Hogsmeade. Do tego faceta. Nie wiedziałem, że miał takie plany. Uznałem, że pojął moje ostrzeżenie i wie, co mu grozi... Jak widać nie.
– Jak wrócił do zamku? Pomogłeś mu? – dociekała.
– Wiesz...– westchnął.– On potrafi zjawić się w zamku w wielkim stylu...
– Teleportował się? – spytała, a zaskoczenie wypłynęło tym razem na twarz Zabiniego. Zastanawiał się skąd ona o tym wie.
– T-tak – odpowiedział niepewnie, ale kontynuował.– To nie było tak jak zawsze... On potrafił teleportować się tylko z piętra na piętro... To było inaczej... niż zazwyczaj.
– To znaczy?
– To znaczy, że pojawiał się i znikał. Non stop. Jakby nie panował nad tym co robi, jakby nie miał siły na prawdziwą teleportacje. Znalazłem go takiego. Wracałem akurat z... – urwał.– I zobaczyłem w jakim jest stanie. Odprowadziłem tutaj, starając się, by nikt nie nabrał podejrzeń. Wyrzuciłem wszystkich z dormitorium i próbowałem coś zrobić, ale nie miałem pojęcia co takiego. Byłem w szoku, a ten idiota nie pomagał.
          Hermiona powoli przyswajała sobie słowa Ślizgona i zastanawiała się nad tą tajemniczą sprawą. Nie wiedziała, co ma zrobić. Z jednej strony chciała powiadomić panią dyrektor, nauczycieli, a może nawet samego ministra, by zrobili coś w tej sprawie, ale z drugiej była skłonna zataić wszystko przed innymi, nawet własnymi przyjaciółmi, żeby żadnego z nich nie narazić, nie wplątywać w problemy. Zabini nie ruszał się z miejsca, jakby rozumiał, że dziewczyna nad czymś się zastanawia - dał jej spokój i ciszę. W duszy dziękowała mu za ten wyraz empatii i wyrozumiałości. Po raz pierwszy po wojnie czuła niepokój, który miał całkowicie realne podłoże. Sprawa nie dotyczyła bezpośrednio jej, jednak z chwilą, gdy zdecydowała się pomagać Ślizgonom, stała się ich wspólniczką. Ten krok niósł za sobą konsekwencje i zobowiązania.
– Jego stan jest stabilny, ale nie najlepszy. Potraktowałam go kilkoma zaklęciami, ale nie jest to taka pomoc jaką uzyskałby w Skrzydle Szpitalnym. Jeżeli mu się pogorszy... Czy tego chce czy nie, będę musiała go tam odesłać – powiedziała otwarcie, patrząc na skrzywioną we śnie, twarz Dracona.
– A więc zrób wszystko, Granger, by nie doszło do tej sytuacji. – Odezwała się władcza strona Zabiniego.
          Szatynka spiorunowała go wzrokiem, ale nic nie odpowiedziała. W myślach planowała ich najbliższe wspólne godziny.
– Nie mogę zniknąć na cały dzień. Moim przyjaciele domyślą się, że coś nie gra – oznajmiła wstając, otrzepując niewidzialny brud z szaty.–  To samo tyczy się Malfoya. Ma szlabany u różnych nauczycieli. Dzisiaj nie będzie w stanie samodzielnie podnieść się z łóżka, nie mówiąc o udawaniu zdrowego i pełnego sił - głos zdradzał jej zdenerwowanie.
– Co sugerujesz?
– Nie macie jakiś zapasów, no nie wiem, Eliksiru Wielosokowego? – spytała, krzywiąc się w niezdarnym uśmiechu.
– Na Merlina, Granger, jesteśmy Ślizgonami, a nie obwoźnymi handlarzami ze Śmiertelnego Nokturnu. Skąd u licha mielibyśmy mieć Eliksir Wielosokowy? – ton z jakim się wypowiadał zupełnie do niego nie pasował.
          Gryfonka zmierzyła go wzrokiem, a następnie wyszła. Huk z jakim zamknęła drzwi dormitorium rozniósł się po całym Pokoju Wspólnym. Z zadartą do góry głową, opuściła Ślizgonów. W myślach wciąż kalkulowała ich szansę na ukrycie stanu w jakim znalazł się Malfoy. Westchnęła, a następnie niezauważona prześlizgnęła się na Zaklęcia. Los jej sprzyjał, ponieważ dzisiaj wszyscy pracowali indywidualnie. Uczniowie byli tak skupieni na swoim zadaniu, że nie zauważali, co dzieje się dookoła nich.
          Były to ostatnie zajęcia tego dnia, dlatego Hermiona zaraz po pożegnaniu się z przyjaciółmi, pobiegła do lochów. Przez sprawę związaną z Malfoyem, nawet nie czuła głodu z czego w obecnej sytuacji się cieszyła. Miała nadzieję, ze nie wzbudzi większego zainteresowana, pojawiając się w Pokoju Wspólnym Ślizgonów trzeci raz tego samego dnia. Na szczęście o tej porze większość uczniów znajdowało się w Wielkiej Sali. Przyłożyła różdżkę do drzwi dormitorium, wiedząc, że dzięki temu je otworzy. Nie pomyliła się. Zdziwiła ją nieobecność Blaise'a. Podeszła szybko do Dracona. Wyglądał odrobinę lepiej, jednak nadal rany sprawiały mu ogromny ból. Dotknęła jego czoła, sprawdzając czy nie ma gorączki. Chłód jej ciała zbudził go. Otworzył oczy, jednak szybko je przymknął. Hermiona nie była pewna czy spowodowane było to przez ból czy jej widokiem. Wciąż nie wiedziała, dlaczego unikał jej przez weekend. Czy było to spowodowane wstydem po ich ostatnim spotkaniu? Lekko zarumieniła się na wspomnienie tamtej nocy, jednak szybko wyrzuciła obraz z pamięci. Wlała do ust Dracona słaby, ale jedyny jaki miała na stanie, eliksir uśmierzający ból. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z intymności tej sytuacji.
– Dasz radę rozmawiać? – spytała tak cicho, że tylko Malfoy mógł posłyszeć jej słowa.
          Cicho przytaknął, ale nie przekonało to Gryfonki. Zmieniła mu okład, a następnie przywołała skrzata, by przyniósł im obiad do dormitorium. Mimo widocznego niezadowolenia, stworzenie wykonało polecenie i po chwili na stoliku stojącym w kącie, znajdowały się dwa talerze z parującym jedzeniem. Szatynce zamarzyła się ciepła herbata i z promiennym uśmiechem przywitała kubki, który pojawiły się obok talerzy. Właśnie tak wyglądała magia.
          Szatynka podniosła Malfoya na poduszkach, po czym ponownie przysiadła obok niego. Nachyliła się nad nim i nakazała otworzyć usta. Przyjął to niezbyt szczęśliwy, jednak Hermiona była przekonana, że był bardzo głodny. Powoli gryzł to, co podawała mu dziewczyna. W pokoju panowała grobowa cisza, przerywana cichymi uderzeniami sztućców o naczynie.
– Hermiono... ja... – mówił z widocznym trudem.
          A następnie wydarzyło się kilka rzeczy na raz. Oczy Dracona otworzyły się szeroko, a usta wykrzywiły w nienaturalnym grymasie. Ciało zaczęło drgać, wprawiając w ruch całe łóżko. Dziewczyna dostrzegła ogromne krople potu spływające po bladym czole Ślizgona. W kolejnej sekundzie do dormitorium wpadł zdyszany Zabini, a za nim pani dyrektor, szef aurorów i kilka zupełnie obcych jej osób. Podniosła się gwałtownie z łóżka, a o ściany odbił się trzask tłuczonego szkła. Chwilę później nad poczerwieniałym ciałem Ślizgona stało kilka postaci, wszystkie gorączkowo wypowiadały zaklęcia albo rozkazy. W jeszcze niedawno cichym pokoju, wybuchł gwar, a powietrze stało się ciężkie. Hermiona czuła jak coś ściska jej gardło, kiedy czarodzieje w pośpiechu wynosili bezwładne ciało Malfoya.
~✿✿✿~
Witajcie! Jestem niezwykle zadowolona, że udało mi się dzisiaj opublikować ten rozdział. Rok szkolny zaczął się na dobre, więc teraz będę miała dużo mniej czasu na blogosferę. Mam nadzieję, że to rozumiecie. Oczywiście rozdziały BĘDĄ się pojawiać, więc nie rezygnujcie z wpadania do mnie. W byciu na bieżąco na pewno pomoże Wam zakładka obserwatorów. Piszcie, komentujcie i dajcie znać, co u Was. Ściskam!
Mia Land of Grafic